Trasa/ Route:

Francesville, IN – Valparaiso, IN 66,7km

Start: http://bit.ly/StartFCRDay10

Meta: http://bit.ly/MetaDay10

 

 

Relacja / Relation

„Szęść Boże” na pożegnanie powiedział po polsku Allen. Bob założył polo, które od nas wczoraj dostał. W dobrych nastrojach i z tym błogosławieństwem pobiegliśmy wśród bezkresnych pól kukurydzy smaganych narastającym wiatrem. Momentami biegliśmy drogami asfaltowymi, momentami szutrowymi. Czasem miały nas setki aut, a czasem przez godzinę nie przejechał żaden. Choć fizycznie trzymamy się nie źle, każdy kilometr, każdą setkę, każdy metr liczymy z nadzieją, że to już ostani. W dziesięć dni codziennie każdy z nas biegł więcej niż półmaraton. Teraz wyłazi z nas ogromne znurzenie. ,Elisha z Dennym i kilkoma Lionami oraz przedstawicielami władz miasta Valparaiso czekali na nas koło zabytkowego (jak na Amerykę oczywiście) budynku sądu. Potem pojechaliśmy do Elishy do jej wielkiego domu na pyszny obiad, przy którym towarzyszyli nam kolejni znajomi Elishy i jej męża Rayana. Opowieściom nie było by pewnie końca, gdyby nie zmęczenie gości, czterech biegaczy z Polski, którym w pewnym momencie, jak na komendę zaczęły opadać powieki. Było to tym bardziej dziwne bo na dworze właśnie rozszalała się burza z gromami i piorunami. Byle jakoś dociagnąć jutro do Chicago, marzymy zapewne każdy leżąc jak król w swojej sypialni. Takiego komfortu spania nie mieliśmy jeszcze do tej pory.,Jutro Oak Brook. Oby przestało lać…

„Thank God” said Allen in Polish for goodbye. Bob wore polo, which he received from us yesterday. We run among endless cornfields and rising wind in good moods and with blessings. We run sometimes by asphalt road and sometimes by gravel road. There were plenty of cars passing by from time to time, however there were moment when there was no car in an hour. Despite the fact that we are OK physically, every kilometer, every hundred meters, every meter we hope to be the last one.  In ten days, all of us run more than half-marathon every day. Now, It is tremendous exhaustion coming out. 

Elisha with Danny and some other Lions and Valparaiso city representatives  were waiting for us near antique (for America of course) court building. Next, we run to Elisha and her big house for delicious dinner, at which accompanied us another Elisha’s and her husband’s, Ryan’s friends. Story telling would not be over, byt the guests were tired, four runners from Poland, their eyelids started to fall down at some point. It was very strange, because there was storm with thunders outside. Our thoughts were in Chicago, supposedly each of us dreamed about Chicago lying like king in bedroom. So much comfort of sleeping we did not have before.

Tomorrow Oak Brook. We hope it stop raining…