Trasa/ Route:

Valparaiso, IN – Chicago, IL  76km

Start: http://bit.ly/StartFCRDay11

Meta: http://bit.ly/MetaDay11

 

Relacja / Relation

Błysk noża sparaliżował Jacka. Gary mieliśmy omijać szerokim łukiem. Widać nasz łuk był nie wystarczająco szeroki. Jacek przystanął na skrzyżowaniu widząc nadjeżdżający samochód. Wyskoczyło z niego kilku młodych chłopaków domagających się pieniędzy. Zorientowali się wkrótce, że jedynie cenne, poza intelektem, z tego co Jacek ma przy sobie, są jego dobrze wytrenowane nogi. Tak jak szybko wyskoczyli, tak szybko wyskoczyli z powrotem do auta i zniknęli zostawiając Jack w totalnym szoku.

A tak pięknie zapowiadał nam się ostatni dzień biegu. Elisha zabrała nas na śniadanie do najlepszej kawiarenki w Valparaiso. Najpierw posmakowaliśmy najpyszniejszego cynamonowego ciasta w Indianie. Potem przynieśli nam śniadanie jak dla drwali, a następnie, napompowani białkiem i węglowodanami ze śniadania oraz endorfinami dnia ostatecznego,  wystartowaliśmy spod budynku sądu w kierunku Chicago, a  konkretnie Oak Brook. Tam mieści się siedziba największej humanitarnej organizacji na świecie- LIONS.

Dobiegamy punkt 16.00. Przed budynkiem LCI przy 22 W nr 300 czeka na nas welcome commitee złożony z kilkudziesięciu osób. Wiele z nich trzyma w rękach transparenty. „Welcome Home”, „Biegając służymy- Dziękujemy Wam” to niektóre z nich. Na kilku są nasze zdjęcia z rożnych etapów biegu ściągnięte z internetu. O zmęczeniu nie ma mowy. Gratulacje, uściski, opowiadania. Wśród witających nas osób są, m.n. przemiłe dziewczyny pracujące w centrali, Polki: Monika, Marysia i Dorota.  Joasia, która wraz z  Megan, była dla mnie contact person podczas wielu uzgodnień, dzisiaj musiała dołączyć do osób pracujących nad przygotowaniem jutrzejszej parady. Podziękujemy Asi jutro.

Teraz jedziemy do kościoła Five Holy Martyrs Parish- tam posługę duszpasterską odbywa kuzyn Tomek. Przez najbliższe 2 dni, do czasu wylotu do Polski, będziemy korzystać z gościny tej polskiej parafii w Brighton Park, w Chicago.

Flash of knife paralyzed Jack. We tried to avoid Gary, how it turned out, not hard enough. Jack stopped at intersection when he saw upcoming car. Several young boys came out of the car and demanded money. They realized that the only precious thing, despite of intellect, Jack has got is his well-trained legs. They swiftly returned to their car and left Jack utterly shocked. 

The last day of run foreshowed beautifully. Elisha took us for breakfast to the best diner in Vaplaraiso. Firstly, we enjoyed the most delicious cinnamon cake in Indiana. Next, they brought us breakfast for lumberjacks, then we started the run from outside of court building in direction of Chicago, to be specific Oak Brook, full of proteins and carbohydrates and endorphins from the final day.  In Oak Brook, there are headquarters of the biggest humanitarian organization in the world – LIONS.

We finished exactly at 4 PM. Dozens of people as a welcome committee waited for us in front of the building LCI at 22 W number 300. Many of them hold banners. “Welcome Home”, “We serve by running – Thank You” that some of them. Some of banners contain our photos from the different stages of the run, probably downloaded from the internet. There is nothing about tiredness. Congratulations, handshakes, stories. Nice girls working in head office, Poles: Monika, Marysia and Dorota were in welcome committee amongst others. Joanna together with Megan were contact people for me during agreements, today she joined the team working on tomorrow’s parade. We will thank Joanna tomorrow.

Now, we are going to Five Holly Martyrs Parish church – there is my serving God cousin Tom. Until our flight back home, in 2 days, we will be hosted by Polish Parish in Brighton Park.