Trasa/ Route:

Leitchfield, KY – Louisvielle, KY 110km

Start: http://bit.ly/StartFCRDay5

Meta: http://bit.ly/MetaDay5

 

 

Relacja / Relation

 

Cindy powaliła Jackowi I Phona. Całonocna kąpiel w alkoholu izopropylowym (na tę kąpiel Jacek wziął przepis z internetu), niestety nie postawiła go na nogi.  Pomimo owinięcia starannie swojej komórki cieniutką membraną latexową, wielogodzinna ulewa podczas wczorajszego biegu pokonała ją bez trudu penetrując wnętrze komórki. Próby reanimacji nic nie pomogły.

Śniadanie o 7. Co i rusz ktoś widząc nas w koszulkach biegowych, zapytuje skąd się wzięliśmy i o co nam chodzi. Gdy wyjaśnimy każdy deklaruje swój udział w budowie szkoły dla dzieci z Syrii. Tym razem to Jean z North Caroline wraz z gronem przyjaciół. Start godzinę później. Długa 110 kilometrowa droga przed nami. W następnych 6 dniach nigdy już więcej nie przekroczymy stówy. Na ulicach Leitchfield spotkaliśmy młodą biegaczka. To pierwsza osoba biegająca, którą spotkaliśmy do tej pory. Wręczylismy jej ulotkę i pamiątkową koszulkę. Nie było to łatwe bo biegła w tempie 5 min/ km lub szybciej.

Cindy zaspokoiła się komórką i pożegnała nas, tym razem na dobre. Biegnie się doskonale. Temperatura ok 26 C, lekki wiaterek, czasem nawet trafi się jakaś chmurka. Bonne wyszła w sobotę, żeby skosić trawę wokół swojej skrzynki na listy. Cała Ameryka to miliony akrów przepięknie wystrzyżonych trawników. Domy nie stoją jak w Polsce tuż przy drodze lecz w oddali, najczęściej na wzgórzu. Między szosą a zabudowaniami, nie rzadko bardzo pięknymi, są ogromne połacie zawsze równo przestrzyżonej trawy. Bonne zauważyła nas i oczywiście, z typowo amerykanską  życzliwością, zaraz zaproponowała po butelce wody. Nie mogła uwierzyć, w nasz szalony plan ale życzyła powodzenia. Ledwo minęliśmy Bonne, zaraz z bocznej drogi wyjechała młoda dziewczyna na koniu. Jechała stępa więc pogadalismy chwilę. Nie zdecydowała się nam towarzyszyć do Chicago ale życzyła good luck.

Przy Hall Town w Louisville czekali na nas Fred i John. Zabrali nas do domu Freda położonego przepięknie nad jeziorem. Cóż to była za rozkosz zanurzyć nasze wymęczone ciała w chłodnej, krystalicznie czystej wodzie. Fred i jego żona Nancy przygotowali wspaniałe przyjęcie, na które zaprosili kilkunastu członków lokalnego klubu lions. Podczas spotkania wręczono nam czeki na 600 dolarów dla dzieci z Syrii. Taka gościnność i szczodrość dosłownie poraża. Wielkie poparcie dla całego projektu Freedom Charity Run i ogromna chęć pomocy. Dziękujemy Fredowi, Johnowi i Lionom z Kentucky.

 

Cindy knocked Jacek’s I Phone.  All-night bath in isopropyl alcohol  (for this bath Jacek took a recipe from  the internet), unfortunately, it did not put him on his feet. Despite wrapping neatly his mobile by thin latex membrane, long hours of rain during yesterday’s run,  she overcame her without problem,  penetrating the inside of the mobile.  Resuscitation attempts have not helped.

Breakfast at 7 a.m.  Every now and then whoever sees us in cross country jerseys, is asking where we got from and what we mean. When we explain everybody want to join to building a school for kids in Syria. This time this is Jean from North Caroline with a bunch of friends.

A start is an hour later.  A long 110 km way is in front of us.  In the next 6 days we never again will be running for a more than 100 km. On the streets of  Leitchfield  we met a young running woman. It’s a first running person, who we met to till now. We gave to her a leaflet and a memory t-shirt. It wasn’t easy, because she was running with a speed 5minutes per kilometer or faster.

Cindy settled on the mobile and told a goodbye to us this time for good.  The running was great. Temperature about 26 degree of Celsius, small wind maybe sometimes there is even a cloud. Bonne went out on Saturday for cutting the grass around her mailbox.  The whole America these are millions of acres of beautifully trimmed lawns. Houses do not stand like in Poland just off the road, but in the distance, usually on the hill. Between road and buildings, not rarely very beautiful, there are huge patches of evergreen grass. Bonne saw us and of course, in a moment, with a typical American kindness, she offered for a bottle of water. She couldn’t believe in our crazy plan, but she wished us good luck. We barely passed Bonne, right from the side road, a young girl on a horse went away. She drove by dull, so we chat for a while. She didn’t decide to accompany us to Chicago, but she wished us good luck.

Near Hall Town  in Louisville Fred and John were waiting for us. They took us to the Fred’s house, which is situated beautifully on the lake. It was so huge pleasure to dip our tired body in the cool, crystal clear water. Fred and his wife Nancy prepared a great party, on which they invited a dozen  members of the local club lions. During the meeting they gave us a checks for a 600 dollars for a kids from Syria. Such hospitality and generosity are literally shattered. Huge support for the whole Freedom Charity Run project and a great desire to help. We thank to Fred,  John and Lions from Kentucky…