Trasa/ Route:

Seymour, IN – Indianapolis, IN 98km

Start: http://bit.ly/StartFCRDay7

Meta: http://bit.ly/MetaDay7

 

 

Relacja / Relation

 

Ameryka pokazała nam swoją niedostępność „pogodą”. Przez pierwsze 4 dni straszyła nas Cindy, próbowała poradzić słońcem. Teraz w końcu uległa. Dzisiejszy dzień jak powiedział Mateusz „bajka- tak to można biegać!”. Temperaturka 20-24 C, lekki wiaterek, co i rusz chmurki, a droga prosta jak stół. Kłopot jedynie ma Jacek ze szkołami kontaktowymi. Zachodzą jakimś białym nalotem. Większość biegniemy poboczem, a na przeciwko suną auta. Z mętnymi kontaktami jest niebezpiecznie.

Podczas postoju podeszła do nas Elaine z pytaniem czy może nam w czymś pomóc. Jesteśmy samowystarczalni ale wysłała nas na jerzyny. Przeprosiła nas przy tym, że ich tak mało bo w weekend jej pięcioro wnuków objadło co się dało. Nie wszystko jak się okazało.

Sierżant Bill zainteresował się naszym Chevroletem Traverse, który czekał na nadbiegającego, „półniewidomego” Jacka. Zapytał czy pomóc i w tym miejscu opowiedzieliśmy jemu naszą historię. Za chwilę nie tylko razem skandowaliśmy We Run We Serve, to jeszcze sierżant Bill zadzwonił do znajomego redaktora z lokalnej gazety, że spotkał na trasie ciekawych ludzi.

W Indianie czekał na nas Stephen z grupą lionów z Indiany. Po błyskawicznym prysznicu pojechaliśmy na obiad gdzie czekała na nas kolejna grupa. Po wzruszajacej uroczystości odśpiewania obu hymnów narodowych i modlitwie za pomyślność naszego biegu mieliśmy okazję opowiedzieć o Freedom Charity Run oraz celu charytatywnym. Lioni spontanicznie dokonali zbiórki pieniędzy. Mogliśmy też przyglądać się dorocznej ceremonii przekazania władzy w klubie. Na koniec Stephen zabrał nas do centrum Indianapolis aby pokazać to piękne miasto w zapadajacym zmierzchu.

Jutro biegniemy 99 km do Lafafette.

America showed us their inaccessibility by means of weather. Cindy frighten us for first 4 days, then tried to help with sun. Fortunately, today day was much better, Matthew said “Awesome – now we can run!”. Temperature 20-24 degrees, soft wind, clouds from time to time, route is as simple as it gets. The only problem has Jack with his eye lenses, some white mould is on them. We run mainly on roads shoulder, cars are passing in front of us. It can be dangerous with cloudy eye lenses. 

During the stop we encountered Elaine with question whether she could help us in some way. We are self-sufficient, but she sent us for brambles. She apologized us that her 5 grandchildren garner some many during the weekend. Not all of it how it turned out.

Sergeant Bill was interested in our Chevrolete Traverse, which have waited for upcoming “half-blind” Jack. He offered his help, we told him our story. Moment later we not only chanted We Run We Serve together, but also sergeant Bill called his friend, journalist from local newspaper about that interesting encounter.

In Indiana, Stephen waited for us with group of Indiana Lions. After quick shower, we went for dinner where we were awaited by another group. Emotional ceremony with singing both of national anthems and prayer for our run’s prosperity was great occasion to tell the story about Freedom Charity Run and our goal. Lions spontaneously gather funds for it. We watched annual ceremony of official handing over the power in the club. At the end, Stephen took us do Central Indianapolis in order to show us that beautiful city at coming sunset.

Tomorrow we run 99 km to Lafafette.